Pozew i dowody

Powód (wierzyciel) musi być w stanie wykazać, że roszczenie, ze wierzytelność której dochodzi pozwem, przysługuje mu. To na nim jako na wnoszącym powództwo o zapłatę będzie spoczywał ewentualny obowiązek wykazania tego a nie na pozwanym (dłużniku) że roszczenie powodowi nie przysługuje. Napisaliśmy „ewentualny obowiązek” gdyż w wielu sprawach sąd wydaje nakaz zapłaty nawet wówczas gdy powód nie przedstawił w pozwie niezbitych dowodów, czyli np. na podstawie niepodpisanych faktur które wystawił pozwanemu. Jeżeli pozwany nie wniesie sprzeciwu od nakazu zapłaty, wówczas nakaz stanie się prawomocnym i od tej chwili wierzyciel dysponuje niepodważalnym tytułem wykonawczym stwierdzającym, że należność przysługuje mu. Jednakże w przypadku gdy pozwany wniesie sprzeciw od nakazu zapłaty i np. zarzuci że faktury wystawione zostały bezpodstawnie, że towar wyszczególniony na fakturach dołączonych do pozwu nie został dostarczony albo że usługi w nich wyszczególnione nie zostały wykonane, wówczas powód musi wykazać, że twierdzenie, zarzut pozwanego jest nieprawdziwe.

Czyli, że towar został dostarczony, usługi zostały wykonane, zgodnie z umową pomiędzy powodem a pozwanym jako kontrahentami. Oczywiście to tylko przykład, tego typu spór może powstać np. w sprawie o zapłatę pożyczki prywatnej (zarzut, że kwota pożyczki nie została przekazana pożyczkobiorcy), o zwrot zadatku, czy w przypadku innego rodzaju roszczenia. Generalnie więc liczą się w sądzie dowody. Liczą się też w pozasądowym odzyskiwaniu długu umożliwiając zdecydowaną windykację – bez obaw o narażenie się na zarzut windykacji nieistniejącego długu. Dlatego, dokonując sprzedaży z odroczonym terminem zapłaty, udzielając pożyczki czy zawierając jakąkolwiek inną umowę w wyniku której pozostaje zobowiązanie po drugiej stronie, należy zadbać o to, aby wierzytelność była należycie udokumentowana, pisemnie uznana przez dłużnika. Czasem dużą wagą mają zeznania świadków, jednak pamiętajmy o tym, że sąd może ale nie musi dać im wiary a pozwany może powołać swoich świadków czy też „świadków” (którzy świadkami nie byli…).

Dla przykładu, przybliżamy niniejszym jedną z przyczyn oddalenia powództwa o zapłatę prywatnej pożyczki. Pożyczkobiorca a więc pozwany wniósł sprzeciw od nakazu zapłaty a w nim podniósł, że pożyczki nie otrzymał, że został zmuszony do podpisania umowy pożyczki wraz z potwierdzeniem że kwotę pożyczki otrzymał. Sąd może w takiej sytuacji powództwo oddalić, zapewne nieczęsto oddala, ale może. Nie wnikamy w to czy w tamtym przypadku oddalenie powództwa było słuszną decyzją czy nie. Jak jednak słusznie zauważa autor bloga, gdyby pożyczka została udzielona na konto bankowe pożyczkobiorcy, taki zarzut ze strony pozwanego nie miałby racji bytu, gdyż operacja przelewu pożyczki oczywiście widniałaby w historii operacji konta osobistego pożyczkobiorcy jak też w historii operacji konta bankowego pożyczkodawcy.

  1. Pracowałem przez rok dla pewnej firmy na JDG z uproszczoną księgowością. Moja działalność wymagała uprawnień nabytych i obowiązujących tylko w tej firmie. (doradztwo finansowe).
    W pewnym momencie zrezygnowałem z pracy dla nich i zatrudniłem się na umowę zlecenie gdzie indziej(uprawnienia wygasł,y JDG pozostało niezamknięte na zasadzie „a może coś kiedyś”). Chciałem zapomnieć o tym epizodzie, ale ostatnio dostałem maila z informacją o zaległościach za tę księgowość właśnie. Gorzej że dług został sprzedany i teraz dzwonią do mnie z firmy windykacyjnej . Nie korzystałem z księgowości. Nie przesyłałem żadnych dokumentów, wiec usługa nie była wykonywana. FV są w formie elektronicznej i nie zostały przeze mnie podpisane. Aha. Dodam że chodzi o nieco ponad 3000 zł już z odsetkami i innymi opłatami. Kwota nie jest szczególnie przerażająca, ale na pewno mocno dla mnie uciążliwa.

    Moje pytanie brzmi:
    Czy powinienem się z skontaktować z windykatorem i błagać o litość? Czy może użyć na nim jakiś argumentów? A może kompletnie olać sprawę?

    Jestem nieco spięty bo jestem 25 letnim gówniarzem, ale nie chcę dać się zrobić w jajco. A przynajmniej nie dopóki nie będzie można tego uniknąć.

    1. Skoro dług nie istnieje, to nie należy go spłacać ani błagać o litość. Po prostu przekazać windykatorowi, żeby przestał Pana nękać w sprawie nieistniejącego długu i niech sobie sprawę do sądu skieruje, to Pan wniesie sprzeciw i wygra i jeszcze koszty procesu zapłacą. Do tej firmy z która Pan współpracował też może Pan napisać, żeby zaprzestali próby wyłudzenia pieniędzy od Pana, bo zgłosi Pan to do prokuratury i upubliczni ich niecną praktykę (ja to mogę chętnie zrobić oczywiście bez podawania Pana danych). No chyba, że dał się Pan w coś wrobić, czegoś w umowie nie doczytał, nie wiem.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.